Droga do drugiego człowieka robi się coraz bardziej skomplikowana

Droga do drugiego człowieka robi się coraz bardziej skomplikowana choć możliwości komunikacji mamy coraz większe… Może dlatego ze zaczęliśmy używać słów których znaczenia nie do końca rozumiemy. Inkorporujemy post-modernistyczny bełkot świadomego bulgotu mądrości wszelakich, będąc tym samym w imersji komunikatu podprogowego w nurcie fastfoodowego niezdrowego żargonu, który prowadzi do sinusoidalnego zaburzenia komunikatu wywołującego pewnego rodzaju dysonans poznawczy, mający na celu wywołanie konfuzji.. do zastosowań hipnotycznych i perswazyjnych świetna sprawa, jak pytanie: czy liczba siedem ma męża…ale do codziennej komunikacji już nie koniecznie.


Natomiast w tej całej płytkiej głębi, jest ukryta prosta forma acz zawoalowana, być może brakiem umiejętności interpersonalnych czy wyrażania swoich uczuć, wiec komunikat zostaje zasypany potokiem słów bez znaczenia i w oderwaniu od kontekstu oraz meritum. Ot żonglerka słowem, która jest tylko i wyłącznie masturbacja intelektualną łechtająca własne ego.
Celebracja indywidualizmu w otoczce filozoficzno rozwojowego słodkiego pierdzenia ze zdjęciem z drogiej restauracji, czy za kierownica dobrego samochodu, budowanie własnej marki po przez pryzmat konformizmu… niewątpliwie oddala nas od siebie, toniemy w potoku słów bez znaczni w owczym pędzie po kolejny gadżet, po kolejny sukces, po kolejne stanowiska, po kolejny medal za odwagę, bo chcemy być inni, … a przecież bardzo często (paradoksalnie) jesteśmy identyczni, słowem nie komplikujmy bo w prostocie tkwi siła.

12250132_714785421991040_29919215467792105_n

Na podniesienie nastroju proponuje kawałek w ktorym bez reszty sie zabujałem.. po same uszy:)