Rok nie chorowałem… to się załatwiłem teraz na cacy że hej.
Trening przy otwartym oknie, no to nie mogło się dobrze skończyć :)
Czasami mi się wydaje jak jestem w mega dobrym nastroju i fizycznym i psychicznym, a to ostatnio u mnie bardzo częste.. to wydaje mi się ze jestem niezniszczalny :)
Choroba to w ogóle taki ciekawy stan, w którym chcąc nie chcąc musisz zwolnic i zająć się sobą i własnym ciałem. Wszystkie priorytety zaczynają tracić znaczenie, pieniądze? ja nawet nie mam siły o nich myśleć, praca? staje się bez znaczenia jak nie masz siły na skupienie się na czymkolwiek dłużej jak 10 minut…a nachodzi mnie taka dziś refleksja: jak człowiek by chorował mocniej i jutra mogłoby w ogóle nie być? to na czym bym się dziś skupił.. to pierwsze mi co na myśl przychodzi to rozmowa z matką i nic więcej. To ciekawy stan w którym zaczynam przesuwać priorytety.

Odnoszę wrażenie ze człowiek się budzi każdego dnia i ma przekonania ze jutro będzie zawsze, ze reset i kolejny dzień, reset i kolejny dzień, ale gdy okazuje się ze masz świadomość ze to jest Twoj ostatni dzień… albo kogoś ci bliskiego, jest za późno na refleksje. Zaczynasz żałować, ze coś powiedziałeś, albo nie powiedziałeś, słowami za ktore jest ci teraz wstyd, że nie odbierałeś telefonu bo jesteś zajęty (znowu), ze nie dbałeś nie tylko o siebie ale o innych , ze goniłeś za pieniędzmi, za statusem społecznym, za przedmiotami  i za iluzją szczęścia której nigdy nie dogoniłeś… ciekawy jest okres w którym człowiek choruje, dzięki której  ma czas na refleksje, gdzie pomimo tego że wszystko cie boli i ci źle i skupia się tylko na teraz i na tym co tak naprawdę ważne…jak ciepła herbata z miodem i cytryną ;)

Socialmedia mają to do siebie ze chcemy pokazać w nich swoje życie w najlepszym świetle, filtry, kolory, video z tropików, stopy w pięknej zielonej wodzie, kupione bajeranckie przedmioty, auta, mądre motywacyjne frazesy… zdjęcia w ładnych okolicznościach przyrody….jeśli ktoś pisze o śmierci, chorobie, albo o depresji to nikt o tym nie chce czytać, nikt to tym nie chce rozmawiać, taka osoba jest jak chora na dżumę… przyklejamy jej metki ze jest słaba, ze się użala zamiast wziąć się w garść i brać życie za rogi… wiec ludzie tłumią to w sobie przyklejając sobie uśmiech bo nie wypada być dziś chorym  bo to słabość, chcemy prze śmiać życie, iść tylko w stronę słońca, nie zwracając uwagi na cienie, boimy się ciemności i zła odwracając się do niego plecami… myślę sobie ze w ten sposób tracimy z oczu człowieczeństwo które składa się i ze światła i z cieni i z radości i cierpienia i z łez radości i łez smutku. Pełnia życia to nie huraoptymizm i frazesy napisane na scianie w salonie które kupiliśmy wczoraj w ikeki, to też żałoba, to smutek, to choroba, strata…i przemijanie. Jeśli przemijamy i każdy nas idzie do tego samego źródła to dlaczego nie doświadczać tego życia w pełni, nawet jeśli to dziś wydaje się cholernie trudne i bolesne, i dlaczego nie chcemy się dzielić tym z innymi?, nawet jeśli to niemodne i brzydko wygląda na isntagramie.