Duchowość na sprzedaż

Brzydzę się komercją, wręcz modą na duchowość.
Fałszywymi nadętymi prorokami agitującym z ambony wszech wiedzy, pragnący mieć monopol na prawdę, stawiający swoje sofizmatyczne i aroganckie tezy, łamiące wszelkie zasady logiki i przyzwoitości.
Monetaryzującym fałsz w twardej wulgarnej okładce „lek na całe zło”.
Podający na tacy marketingowy bullshit w złotym opakowaniu nieudolnych socjotechnik sprzedażowych, ze szkoleniem na widzenie aury mądrości która doprowadzi cie do szczęścia i miłości za jedyne 450 zł.
Nadęci guru chodzący po pleksiglasie półprawd, siedzący we własnych oparach agresji za którą kryją własny lęk, arogancją i nadmierna pewnością siebie za która idą ci którzy tej wiary w siebie nie mają.
Duchowi półprzewodnicy którzy głoszą kolokwializmy cytując pałlo kołello i wybrane sentencje ze starodruków który ma tylko i wyłącznie podnieść statut w dyskusji i zbudować wizerunek eksperta że wiedzą o czym mówią, a tak naprawdę to oni z zawodu są mechanikiem samochodowym, albo farmaceutką… ostatnio straszenie dużo tego.

Natomiast uważam, być może trochę naiwnie, że duchowość nie jest na pokaz, i jestem absolutnie przekonany że nie powinien być przedmiotem nieuczciwej sprzedaży, ani być jej kluczowym lub pośrednim elementem.
Jest w moim przekonaniu czymś intymnym, osobistym, jak własna historia którą każdy może się od czasu do czasu podzielić ze swoim przyjaciółmi i bliskimi, siedząc przy kominku i pijąc wyborną aromatyczną kawę.