Rurki, dresy, niubalansy i mózg.

„Objawię ci istotę bytu, dla kobiety liczą się tylko 2 rzeczy – wygląd i zdrowie. Jeśli masz je obie – możesz owinąć sobie faceta wokół palca, czy zaciągnąć do ołtarza i to nawet, jeśli jesteś suką. Nie znam ani jednej kobiety, która miałaby te 2 rzeczy, a nie miałaby faceta”. Janek

No, wyglądu to ja nigdy nie miałam. Miałam mózg. To było 6 lat temu, teraz mam go nieco mniej. Mózgu, znaczy. Janek też miał mózg. I najwyraźniej podjął się karkołomnego wyzwania objawienia mi jak działa rzeczywistość i wypuszczenia mnie spod swoich bzykających skrzydeł w stronę światła, księcia na białym koniu i domku z czerwonym płotkiem.

Więc tak. Oprócz macicy mam mózg. A oprócz mózgu mam też faceta. 6 lat. Sam mi kupuje trampki. Glany. I okołometalowe wegańskie koszulki. Koszule w kratę. Staniki z Cośtam Paris ze Złotych Tarasów. Tatuaże. Dziwne różowe koszule z okiem w trójkącie i napisem „hate hurts”. I – zgrozo – RURKI DRESY I NIUBALANSY. Odkąd mam, to nie zdejmuję z siebie. Odkrywa mi nowe horyzonty. I to nie tylko stylistyczne. Nie odzierając mnie z konwencji. Wie, co lubię. Sam mi goli łeb na pół-łyso. I nie trawi mojego biurwostajl. Idę po marynarkę. Jak idę z nim to zawsze wracam bez marynarki, ale za to z czymś odjechanym i takimpięknym, takimpięknym. Te 2 marynarki, które się udało, leża w szafie.

Tym samym mam księcia, który ceni moje niewyglądanie. I nie muszę spędzać życia z Gienkiem, którego najbardziej kręci we mnie to, kim NIE jestem. Więc chyba musisz po prostu trafić na takiego z gustem – do mózgu. I do Ciebie. Kogoś kto nie będzie chciał zrobić z motyla krowy. Albo motyla z krowy.